Gdy w 1933 roku ogłoszono pierwszy konkurs pamiętnikarski dla mieszkańców wsi, nikt nie spodziewał się, że przez kolejne dekady z całej Polski spłyną tysiące historii.
Pisana odręcznie, często nocą, między karmieniem świń a praniem pieluch, ta literacka tkanka stała się jednym z najbardziej poruszających świadectw życia na polskiej prowincji. Antonina Tosiek, w swojej książce Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet, sięga po te zapiski z empatią godną antropolożki i ostrością spojrzenia godną najlepszych reporterów.
To nie jest książka o wsi. To książka o kobietach, którym przez lata odmawiano nie tylko głosu, ale i prawa do pamięci.
Gdy wiejska kobieta bierze pióro do ręki
Wyobraźmy sobie: 1983 rok, PKS do masarni, dym papierosowy, opary zimowego poranka. Między jednym przystankiem a drugim Teresa notuje kilka zdań. Nie po to, by ktoś je kiedyś przeczytał, ale by nie zniknąć całkowicie. Takich kobiet w książce Tosiek jest setki. Piszą na marginesach zeszytów, na odwrocie starych faktur, często z niepokojem, czy nie zostaną wyśmiane.
Pisanie staje się dla nich formą buntu, cichym aktem niezgody na życie zepchnięte do roli „żony-robotnicy-rolniczki”. Tosiek nie romantyzuje tych zapisów. Widzi ich siłę właśnie w niedoskonałości – w „brzydkim piśmie”, które jest przecież pięknym dowodem na próbę zrozumienia siebie.
Tosiek jako redaktorka pamięci zbiorowej
Autorka nie stawia siebie w centrum. Przeciwnie – robi miejsce dla innych. Jej rola przypomina pracę montażystki filmu dokumentalnego: wybiera fragmenty, porządkuje, ale nie wygładza. Pozwala, by przemówiły oryginalne głosy – czasem nieskładne, czasem bolesne, zawsze autentyczne.
Analiza, jaką oferuje Tosiek, nie przytłacza faktografią, choć oparta jest na solidnych podstawach naukowych. Każdy rozdział to spotkanie z innym światem, który powstał na skrzyżowaniu prywatnych dramatów i społecznych przemian. W tle mamy PRL, przemiany ustrojowe, migracje, ale na pierwszym planie zawsze pozostaje kobieta – zmagająca się z codziennością, pragnąca lepszego życia, często nie dla siebie, lecz dla dzieci.
Chłopka, rolniczka, niewidzialna
Wielką zasługą tej książki jest zdemaskowanie fałszu, jaki kryje się za medialnymi i literackimi obrazami „polskiej wsi”. Tosiek pokazuje, że stereotyp „chłopki” – rubasznej, pracowitej, prostej – to konstrukcja tak samo opresyjna, jak każda inna. Pamiętniki kobiet rozbijają ten mit. Ukazują różnorodność doświadczeń: od subtelnych obserwacji świata przyrody, przez refleksje filozoficzne, aż po opisy przemocy domowej, o której w oficjalnych narracjach milczano.
Kobiecość jako akt oporu
W Przepraszam za brzydkie pismo najpiękniejsze jest to, że każda kobieta – bez względu na wykształcenie, wiek czy miejsce zamieszkania – zyskuje przestrzeń do wyrażenia siebie. Dla wielu z nich pisanie było pierwszym momentem, kiedy mogły spojrzeć na własne życie z dystansu. Nazwać rzeczy, których wcześniej nie wolno było nazywać.
Pamiętniki stają się tu nie tylko źródłem wiedzy historycznej, ale także świadectwem emancypacji. Cichej, domowej, nieefektownej – ale tym bardziej prawdziwej.
Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę
Tosiek przypomina, że historia nie składa się wyłącznie z wielkich nazwisk i dat. Równie ważne – a może ważniejsze – są opowieści spisane o świcie, zanim dzieci wstaną do szkoły, albo późną nocą, gdy cisza domu pozwala na chwilę własnej myśli.
Dla czytelnika Przepraszam za brzydkie pismo to podróż w głąb wiejskiej Polski, której próżno szukać w podręcznikach. Dla współczesnych kobiet – przypomnienie, że każda historia ma znaczenie. Dla kultury – obowiązkowa lekcja pokory wobec tych, których przez lata ignorowano.
Wydawnictwo Czarne – premiera 30 lipca
Ta książka powinna znaleźć się na półce każdego, kto chce zrozumieć, co to znaczy być kobietą w Polsce XX wieku. Nie tylko na wsi. Po prostu – kobietą.


