„Baba na barykadzie. Biografia Anny Świrszczyńskiej” Małgorzaty I. Niemczyńskiej to opowieść o jednej z najbardziej bezkompromisowych postaci polskiej literatury. Przez trzydzieści lat po wojnie poetka próbowała opisać swoje doświadczenia. Za każdym razem niszczyła jednak rękopis. Teksty wydawały jej się zbyt patetyczne i wielosłowne. Nie odpowiadały temu, co widziała jako sanitariuszka podczas sześćdziesięciu trzech dni Powstania Warszawskiego. Dopiero w 1974 roku, w wieku sześćdziesięciu pięciu lat, znalazła odpowiadającą jej formę. Były nią surowe i oszczędne miniatury zebrane w tomie „Budowałam barykadę”. Czesław Miłosz uznał ją później za jedną z wielkich odnowicielek polskiej poezji. O drodze do tego przełomu opowiada nowa biografia. Książka ukaże się 21 października nakładem wydawnictwa Marginesy.
Nazwisko, które nigdy nie było jej własne
Drobny, ale niezwykle wymowny szczegół z życiorysu: naprawdę nazywała się Świerczyńska. Błąd urzędnika przy sporządzaniu aktu metrykalnego nigdy nie został sprostowany, więc pod przekręconym nazwiskiem funkcjonowała już do końca życia. Urodziła się w 1909 roku w Warszawie jako córka malarza i rzeźbiarza Jana Świerczyńskiego. Studiowała polonistykę i debiutowała jeszcze w latach trzydziestych. Jednak prawdziwy przełom artystyczny nadszedł w jej życiu dopiero w bardzo dojrzałym wieku.
Sześćdziesiąt trzy dni, o których milczała przez dekady
Gdy wybuchło powstanie, nie była już młodą, początkującą poetką. Włączyła się w walkę 1 sierpnia 1944 roku jako sanitariuszka i pozostała uczestniczką oraz świadkiem starcia milionowego miasta z czołgami, lotnictwem i ciężką artylerią aż do kapitulacji. Po upadku zrywu ukrywała się w Sochaczewie, a w styczniu 1945 roku przeniosła się do Krakowa, gdzie mieszkała już do śmierci w 1984 roku.
To, co przeżyła na powstańczych ulicach, latami opierało się słowom. Dopiero styl miniatury pozwolił jej pokazać dramatyczną codzienność — gotowanie kaszy, zdobywanie wody pod ostrzałem czy trudne wybory zwykłych ludzi — bez zbędnego patosu, za to z ogromną ostrością. W jednym z wierszy zwracała się wprost do córki: „Córeczko, ja nie byłam bohaterką, barykady pod ostrzałem budowali wszyscy. Ale ja widziałam bohaterów i o tym muszę opowiedzieć”.
Kobieta uznana za ekscentryczkę
Poza kartami historii wojennej poetka była też postacią, która w głębokim PRL-u konsekwentnie łamała obyczajowe konwenanse. Praktykowała jogę, nie jadła mięsa, nie piła alkoholu i poślubiła mężczyznę czternaście lat od siebie młodszego — w oczach współczesnego jej otoczenia uchodziła za postać wysoce ekscentryczną. Pisała otwarcie o przemocy domowej oraz trudach macierzyństwa, krytykowała patriarchat i upominała się o prawo starszych kobiet do seksualności — tematy, które w polskiej poezji lat siedemdziesiątych praktycznie nie istniały. Tomy „Jestem baba” (1972) i „Budowałam barykadę” (1974) ugruntowały jej pozycję jako głosu wyprzedzającego epokę o całe dziesięciolecia.
Cztery lata pracy i obalone mity
Małgorzata I. Niemczyńska, pisarka i reporterka, autorka wcześniejszej książki o Sławomirze Mrożku, pracowała nad biografią blisko cztery lata. Dotarła do nieznanych wcześniej utworów — w tym tekstów nigdy niepublikowanych lub uznawanych za zaginione — oraz do osób, które znały poetkę osobiście. W trakcie tej pracy ustaliła też, że część informacji uznawanych dotąd za pewnik i powielanych nawet przez autorytety literackie, mija się z prawdą.

