Polski rynek hotelowy rośnie, ale ten proces nie wszędzie wygląda tak samo. Choć segment premium najskuteczniej przyciąga uwagę mediów, to zupełnie inne marki prowadzą spokojną i konsekwentną ekspansję. Sieci operujące w modelu „asset-light” budują swoje portfele bez konieczności kupowania budynków na własność. To właśnie ta finansowa elastyczność sprawia, że hotele ekonomiczne rozwijają się dziś szybciej niż pięciogwiazdkowa konkurencja.
Najem zamiast własności – jak rosną hotele ekonomiczne?
W 2024 roku Trójmiasto odnotowało najsilniejszą dynamikę wzrostu w kraju – liczba pokoi hotelowych skoczyła tam o 5,1% rok do roku. Na tym tle debiut B&B HOTELS przy Długim Targu w Gdańsku jest sygnałem szerszej zmiany. To wejście na rynek, który przez lata był zdominowany przez droższe obiekty, a dziś otwiera się na marki ekonomiczne, dotychczas skupione głównie na południu i w centrum Polski.
Model, w którym sieć nie inwestuje w beton, lecz w standard obsługi, zyskuje na znaczeniu. Operatorzy przejmują obiekty w długoterminowy najem od funduszy inwestycyjnych lub deweloperów. Dzięki temu sieć może otwierać nowe punkty znacznie szybciej, bo nie zamraża kapitału w nieruchomościach. Właściciel budynku dostaje stabilnego najemcę, a sieć – gotowy produkt, który firmuje swoją marką. To czysty pragmatyzm, który zmienia reguły ekspansji.
Segment, który wygrywa stabilnością
Wartość polskiego rynku usług hotelarskich osiągnęła już 7,8 mld zł. Choć najwięcej mówi się o spektakularnych otwarciach w górskich kurortach, to hotele ekonomiczne typu value-for-money odpowiadają za najbardziej przewidywalny popyt. Polska wyprzedziła pod względem liczby gości takie kraje jak Portugalia czy Grecja, co pokazuje, że nasza baza noclegowa przestała być tylko sezonowa.
Za tymi wynikami stoją podróże służbowe, konferencje i ruch tranzytowy. To grupy gości, które szukają standardu i przewidywalności, a nie luksusowego spa. Segment ekonomiczny obsługuje te potrzeby najefektywniej, zapewniając obłożenie przez cały rok, a nie tylko w wakacyjne weekendy.
Dlaczego Trójmiasto i dlaczego teraz?
Gdańsk, Gdynia i Sopot przestały być traktowane wyłącznie jako letnie kurorty. Stały się nowoczesnym centrum biznesowym, które generuje ruch korporacyjny przez pełne dwanaście miesięcy. Przez lata sieci ekonomiczne omijały północ Polski, obawiając się martwych miesięcy zimowych. Dziś dynamika konferencyjna Trójmiasta jest tak duża, że warunki dla hoteli ekonomicznych są tam niemal tak korzystne, jak w Warszawie dekadę temu.
Hotele ekonomiczne jako bezpieczna przystań dla inwestorów
Dla właścicieli nieruchomości komercyjnych model najmu hotelowego staje się dziś realną alternatywą dla biurowców. Polska jest drugim po Czechach rynkiem w regionie pod względem wolumenu transakcji hotelowych. Długoterminowa umowa z sieciowym operatorem daje właścicielowi budynku coś, czego biura dziś często nie oferują: wysoką przewidywalność przychodów.
Rynek hotelowy w Polsce właśnie dojrzewa. I jak pokazuje przykład segmentu ekonomicznego, najwięcej zyskują ci, którzy potrafią oddzielić zarządzanie usługą od posiadania murów. To model, który w dobie zmiennej koniunktury okazuje się najbardziej odporny na wstrząsy.


