Barcelona dostaje lśniące przewodniki, Toledo przyciąga tłumy turystów, a Madryt? Od reszty Hiszpanii najczęściej otrzymuje etykietkę sztucznego wymysłu. Klaudia Pieszczoch postanowiła jednak sprawdzić, co kryje się za tym lekceważeniem. W efekcie powstało coś znacznie głębszego niż reportaż – to portret miasta, które nigdy nie starało się nikomu przypodobać.
Madryt Klaudii Pieszczoch i piękno, o którym miasto nie wie
Almudena Grandes, jedna z najważniejszych madryckich pisarek, mawiała o swoim mieście: piękne, ale o tym nie wie. Autorka książki bierze ten paradoks za punkt wyjścia swojej opowieści. Madryt urzeka szorstką autentycznością, gdzie różowawa fasada kamienicy naturalnie sąsiaduje z widokiem świńskich nóg w witrynie mięsnego. W tej estetyce nie ma przypadku.
Wiele miast turystycznych uczy się siebie na pamięć, oferując wygładzone trasy i oswojone kontrasty. Tymczasem Madryt tego nie robi – albo nie umie, albo uznał, że to nie jego sprawa. Właśnie dlatego jest ciekawszy niż miejsca, które za swój wizerunek płacą agencjom reklamowym. Pieszczoch udowadnia, że charakter stolicy Hiszpanii jest co najmniej tak fascynujący jak barceloński modernizm, choć bywa znacznie trudniejszy do uchwycenia na pierwszy rzut oka.
Dzielnice jako osobne światy i siła oddolnych ruchów
Książka nie jest klasycznym przewodnikiem, więc nie szukajcie w niej godzin otwarcia muzeów. Autorka zatrzymuje się tam, gdzie dzieje się coś, co wymaga refleksji. W wielokulturowym Lavapiés śledzi, jak miasto wchłania kolejne fale migracji. Z kolei w Chuece odwiedza kościół Świętego Antoniego, który pozostaje otwarty dla wszystkich – niezależnie od wyznania czy gatunku, przyjmując pod swój dach ludzi i zwierzęta.
Szczególnie ważny jest wątek dzielnic robotniczych na południu. To tam w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych rodziły się ruchy sąsiedzkie, które realnie zmieniły sposób myślenia o tym, do kogo należy miasto. To historia żmudnego negocjowania o każdy plac zabaw i teren zielony, opisana bez zbędnej nostalgii. Madryt Klaudii Pieszczoch to przede wszystkim wspólnota ludzi, którzy potrafią się organizować bez czekania na odgórne wytyczne.
La movida i cena wolności po dyktaturze
Jeden z centralnych rozdziałów poświęcony jest słynnej movidzie – kulturalnej eksplozji, która nastąpiła po śmierci Franco w 1975 roku. Wszystko działo się naraz: muzyka, film, moda, seks i narkotyki. Miasto przeżywało intensywny czas, zanim ostatecznie wytrzeźwiało i policzyło koszty tej euforii.
Choć movida jest dziś często mityzowana jako złoty wiek wolności, autorka patrzy na nią uważniej. Wolność wybuchająca po dekadach dyktatury bywa chaotyczna i kosztowna. Pedro Almodóvar wyszedł z tego okresu z wybitnymi filmami, jednak wielu innych twórców i mieszkańców zapłaciło za ten czas najwyższą cenę. Pieszczoch nie boi się pokazywać cieni tego okresu.
Iberystka czyta miasto przez pryzmat kultury
Klaudia Pieszczoch, jako iberystka i autorka esejów publikowanych w „Piśmie” czy „Dwutygodniku”, nie oferuje turystycznego entuzjazmu. Zamiast tego tka gęstą sieć literackich i historycznych odniesień. Dzięki temu Madryt staje się argumentem w rozmowie o tożsamości miejsca. Książka ukazuje się w prestiżowej serii Sulina Wydawnictwa Czarne, co stawia ją w jednym rzędzie z najlepszymi reportażami o europejskich metropoliach.
Oficjalny hymn wspólnoty mówi: „Tylko po to, aby być czymkolwiek, będę Madrytem”. Niewiele stolic może pozwolić sobie na taki dystans do własnej wielkości. Pieszczoch pokazuje, skąd ten dystans pochodzi i dlaczego warto go zrozumieć, zanim kupi się bilet w jedną stronę. Premiera książki zaplanowana na 13 maja 2026 roku to obowiązkowa data dla każdego, kto szuka w podróży czegoś więcej niż tylko ładnych widoków.


