Śmierć i wiosna. Mercè Rodoreda i jej powieść, której nie było jak skończyć
Polskie wydanie ukaże się 25 marca 2026 roku nakładem Wydawnictwa Marginesy
W 1961 roku Mercè Rodoreda pisała w liście do swojego wydawcy, Joana Salesa: „Kiedy dam wam La Mort, dam wam arcydzieło”. Los chciał, że pisarka odeszła wiosną 1983 roku, zanim zdążyła postawić ostatnią kropkę. „Śmierć i wiosna” ujrzała światło dzienne pośmiertnie, stając się literackim testamentem autorki, która przez dwie dekady nie przestawała przepisywać tej mrocznej historii. Polska premiera w przekładzie Anny Sawickiej i Magdaleny Pabisiak to czwarta obecność Rodoredy w katalogu Marginesów. Wcześniej ukazały się „Diamentowy plac”, „Ogród nad brzegiem morza” i „Rozbite lustro”. Co ważne, polski czytelnik po raz pierwszy otrzymuje ten tekst bezpośrednio z oryginału katalońskiego, bez pośrednictwa języka hiszpańskiego.
Osada bez nazwy i rytualna logika opresji w prozie Rodoredy
W centrum powieści stoi bezimienny, czternastoletni chłopiec żyjący w osadzie, która również nie posiada nazwy. Obserwuje on świat rządzony przez logikę rytualną, której nikt nie kwestionuje, a pytania o sens zasad nie istnieją w tutejszym porządku. Umierającym wlewa się do gardeł cement, by dusza nie opuściła ciała, a zmarłych składa się w wydrążonych pniach drzew.
Rodoreda pracowała nad tą powieścią w Genewie, przebywając na uchodźstwie, do którego zmusiła ją hiszpańska wojna domowa w 1939 roku. Pisząc po katalońsku w miejscu, gdzie ten język był niesłyszalny, tworzyła tekst mroczniejszy i trudniejszy niż jej słynny „Diamentowy plac”. „Śmierć i wiosna” to zapis świata, który nie dawał się zamknąć w żadne znane ramy literackie.
Wiosna jako choroba. Natura i zmysłowość w Śmierci i wiośnie
Najbardziej oryginalnym gestem Rodoredy w tej powieści jest redefinicja natury. Wiosna, tradycyjnie kojarzona z odrodzeniem, staje się tutaj chorobą. Zieleń jest symbolem zarażenia, a rzeka płynąca pod wioską – nieprzewidywalnym wrogiem. Pszczoły i motyle poruszają się według własnej, złowrogiej logiki, a natura zamiast ukojenia przynosi kolejny wymiar opresji.
Urszula Honek, prozaiczka i poetka, zauważa, że proza Rodoredy hipnotyzuje i zwodzi niczym sen. Pisarka operuje przede wszystkim zmysłami dotyku, słuchu i węchu, rezygnując z budowania czystych obrazów na rzecz dusznej, wręcz fizycznie odczuwalnej atmosfery. „Śmierć i wiosna” nie tworzy scen, które łatwo zapamiętać – ona osadza się w ciele czytelnika jako niepokojący powidok.
Europejska recepcja i nowe wydanie krytyczne katalońskiego arcydzieła
Krytycy katalońscy uznają tę powieść za szczytowe osiągnięcie autorki, choć przez lata pozostawała ona w cieniu ze względu na swój pośmiertny, nieukończony status. Przełom nastąpił w 2017 roku wraz z wydaniem krytycznym opracowanym przez Arnausa Ponsa. Od tego momentu „Śmierć i wiosna” rozpoczęła marsz przez najważniejsze europejskie wydawnictwa – od niemieckiego Suhrkamp, przez francuski Gallimard, po włoskie Sellerio.
Polskie wydanie z 2026 roku domyka tę mapę recepcji. Choć trudno mówić o „zamknięciu” w przypadku książki, której autorka do końca nie potrafiła uznać za skończoną. Okazuje się, że nie wszystkie arcydzieła muszą wyjść z rąk twórcy gotowe. Niektóre z nich wymagają, aby to pisarz odszedł pierwszy, pozwalając tekstowi żyć własnym, niepokojącym życiem.

