Zanim Westerplatte stało się symbolem narodowym, ktoś musiał je zdobyć nie za pomocą broni, lecz aktem notarialnym. Mieczysław Jałowiecki dokonał tego w 1919 roku, działając w obcym, wrogim mieście, bez oficjalnego umocowania i pod fałszywą tożsamością. Dziś te niezwykłe wspomnienia wracają w nowym, kompletnym wydaniu Czytelnika, przypominając o dyplomacie, którego odwaga wyprzedziła epokę.
Misja bez instrukcji i dyplomacja w cieniu „kuli w łeb”
Przed wyjazdem do Gdańska Jałowiecki spotkał się z Józefem Piłsudskim, który pożegnał go w charakterystyczny, surowy sposób. Marszałek stwierdził wprost, że jeśli nie dogodzi Polsce, czeka go kula w łeb, a jeśli narazi się Niemcom, spotka go to samo ze strony sąsiadów. 28 stycznia 1919 roku Ignacy Paderewski mianował go pierwszym delegatem polskiego rządu w Gdańsku, choć oficjalnie Jałowiecki mógł tam przebywać wyłącznie jako jeden z trzech Polaków w składzie misji amerykańskiej.
Władze Rzeszy kategorycznie sprzeciwiały się wpuszczeniu jakiejkolwiek polskiej organizacji. W praktyce oznaczało to, że reprezentant Rzeczypospolitej był w Gdańsku oficjalnie nikim. Jednak to właśnie ten brak formalnego statusu stał się jego największym atutem, pozwalając mu na działania, które z perspektywy państwa byłyby wówczas niemożliwe do przeprowadzenia.
Zakup, który zmienił historię. Strategia Mieczysława Jałowieckiego
Działając jako osoba prywatna, Jałowiecki zaczął konsekwentnie przejmować kluczowe punkty strategiczne. Wykupił składy przy Dworcu Wiślanym, tereny na Polskim Haku oraz spichlerze nad Motławą. Jesienią 1919 roku nabył od niemieckiego przedsiębiorcy Rudolfa Lettaua nieruchomości na półwyspie Westerplatte: hotel, dom zdrojowy oraz pensjonaty. Pieniądze na ten cel przekazał mu osobiście minister skarbu Władysław Grabski, a cała operacja przeszła przez poznański bank, aby ukryć polskie zaangażowanie przed niemieckim wywiadem.
Warto jednak zachować precyzję, ponieważ Jałowiecki nie „kupił Westerplatte” w sensie terytorialnym – ziemia należała do skarbu niemieckiego. Nabył on budynki stojące na dzierżawionym gruncie. Dopiero pięć lat później Rada Ligi Narodów przekazała półwysep w użytkowanie Polsce, co umożliwiło powstanie Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Jednak bez tego ryzykownego zakupu z 1919 roku trudno sobie wyobrazić, by decyzja o polskiej placówce w ogóle zapadła.
Trzy światy w jednej książce – od Imperium po Wolne Miasto
Wspomnienia Jałowieckiego to monumentalne dzieło zebrane teraz po raz pierwszy w całości pod jedną okładką. Wydanie Czytelnika uzupełniono o ponad trzydzieści ilustracji z rodzinnych zbiorów, w tym nigdy wcześniej niepublikowane akwarele i grafiki samego autora. Każda część książki to inny świat: od Wileńszczyzny na skraju Imperium, przez wywiadowczą grę w Gdańsku, aż po elegijny obraz ziemiaństwa, który II wojna światowa zmiotła bezpowrotnie.
„Wolne Miasto” ma też niezwykłą historię z ostatnich dni życia Jana Pawła II. Wanda Półtawska czytała papieżowi te wspomnienia, gdy ten, choć słuchał już głównie tekstów modlitewnych, wciąż upominał się o dalsze losy Jałowieckiego w Gdańsku. Była to ostatnia lektura papieża.
Powrót dyplomaty do polskiej świadomości
Mieczysław Jałowiecki był blisko spokrewniony z Piłsudskim i Narutowiczem, a jego matka była ciotką samego Witkacego. Żył na przecięciu epok, łącząc carską Rosję z londyńską emigracją, gdzie zmarł w 1962 roku. Dopiero w 2022 roku jego prochy sprowadzono do Gdańska, a Dworzec Główny w tym mieście otrzymał jego imię.
Wróciła też jego książka — tym razem kompletna, z ilustracjami, które przez dekady czekały w rodzinnych zbiorach.
Premiera: 28 kwietnia 2026, Wydawnictwo Czytelnik.


