Angola, która się podnosi – Quiçama pokazuje, że ochrona przyrody to inwestycja w przyszłość
We wrześniu 2025 roku UNESCO wpisało Park Narodowy Quiçama w Angoli na listę Rezerwatów Biosfery. Dla wielu to tylko kolejna informacja w newsach. Jednak dla Angoli to symbol transformacji kraju, który przez dekady kojarzył się z wojną, ropą i chaosem. Dziś staje się liderem ochrony przyrody w Afryce. I robi to inaczej niż inne kraje.
Kiedy myślimy o rezerwatach przyrody, przychodzą nam do głowy miejsca odcięte od świata – parki narodowe, w których człowiek jest intruzem, a natura ma święty spokój. Quiçama działa według innego scenariusza. Tutaj ludzie nie zostali wypędzeni. Są częścią ekosystemu. Hodują zwierzęta, uprawiają ziemię, łowią ryby – i jednocześnie strzegą tego, co ich otacza. Model, który UNESCO nazywa „człowiek i biosfera„, w Angoli nie jest teorią. To codzienność.
Park Narodowy Quiçama. Od kataklizmu wojny do odbudowy
Żeby zrozumieć, dlaczego wyróżnienie UNESCO ma taką wagę, trzeba cofnąć się o kilkadziesiąt lat. Quiçama powstała w 1938 roku jako rezerwat łowiecki. W 1957 roku Portugalczycy nadali jej status parku narodowego. Przez lata żyły tu tysiące słoni, bawołów, antylop. Później przyszła wojna domowa – 27 lat walk, które zniszczyły nie tylko infrastrukturę kraju, ale i jego dziką przyrodę.
Kłusownictwo w czasie konfliktu nie przypominało polowań. To była rzeź. Zwierzęta zabijano z helikopterów, przy użyciu czołgów i bazook. Do 2002 roku, gdy wojna się skończyła, Quiçama była praktycznie pusta. Z czterech tysięcy słoni i pięciu tysięcy bawołów nie zostało prawie nic.
Można było zostawić park pustym. Albo spróbować go wskrzesić. Angola wybrała to drugie. W 2001 roku, gdy walki jeszcze trwały, rozpoczęto operację Noah’s Ark – największą translokację zwierząt w historii. Z Botswany i RPA przywieziono słonie, żyrafy, kudu, antylopy. Setki zwierząt, które miały dać parkowi nowy początek.
Rezerwat biosfery. Zrównoważony rozwój dla lokalnych społeczności
Quiçama dziś obejmuje ponad 33 tysiące kilometrów kwadratowych – sawanny, namorzyny, estuaria, 206 kilometrów dzikiego wybrzeża Atlantyku. Żyją tu słonie, manaty afrykańskie, żółwie morskie, ponad dwieście gatunków ptaków. Jest też Tessmannia camoneana – różowo kwitnący gatunek rośliny, który rośnie tylko w Angoli.
Rezerwat biosfery różni się od zwykłego parku narodowego. Nie chodzi tu o zamknięcie terenu i wyrzucenie ludzi. Przeciwnie – lokalne społeczności są współgospodarzami. W Quiçamie mieszkańcy od pokoleń żyli z ziemi: hodowla, rolnictwo, rybołówstwo. Dlatego dziś rozwijają ekoturystykę, akwakulturę, rzemiosło tradycyjne. Zarabiają, chroniąc to, co mają. Nie da się bronić przyrody, zostawiając ludzi w biedzie. W Quiçamie sprawdzają, czy da się robić jedno i drugie jednocześnie.
Wyzwania Quiçamy. Kłusownictwo i zmiany klimatu
Nie wszystko jest różowe. Park ma 108 pracowników – to za mało, żeby skutecznie kontrolować tak ogromny obszar. Roczny budżet jest minimalny. Mimo to, walka trwa.
Kłusownictwo nie zniknęło. Słonie wciąż giną dla kości słoniowej. Lasy są wycinane na drewno i węgiel drzewny. Rozbudowa dróg prowadzi do fragmentacji siedlisk. Ponadto zmiany klimatyczne – jak w 60 procentach rezerwatów biosfery na świecie – dają o sobie znać coraz bardziej. Park jest zamykany w porze deszczowej, bo powodzie zalewają szlaki i drogi.
Mimo wszystko Angola idzie do przodu. Właśnie w tym samym roku UNESCO wpisało na listę São Tomé i Príncipe – całe państwo stało się pierwszym krajem w pełni objętym statusem rezerwatu biosfery. W regionie coś się zmienia. Kraje, które przez lata kojarzyły się z konfliktami i ubóstwem, zaczynają pokazywać, że mają coś innego do zaoferowania.
Lekcja z Angoli
Quiçama nie jest rajskim ogrodem. To miejsce, które wciąż się zbroi, walczy z kłusownikami, zmaga się z brakiem pieniędzy. I właśnie dlatego jest inspirujące. Pokazuje, że ochrona przyrody nie wymaga idealnych warunków. Wymaga konsekwencji, współpracy i przekonania, że przyroda to fundament przyszłości.
Angola miała wszystkie powody, żeby odpuścić. Wojna, bieda, zniszczona infrastruktura. A jednak w 2001 roku, gdy walki jeszcze trwały, ktoś zdecydował, że warto sprowadzić słonie. I dzisiaj Quiçama jest na liście UNESCO. Nie jako muzeum przeszłości, ale jako żywe laboratorium przyszłości.
Może właśnie w tym tkwi największa lekcja – że zmiana nie zaczyna się od doskonałych warunków. Zaczyna się od decyzji, że coś jest warte zachodu.
Źródła:
- UNESCO – Oficjalny dokument o nowych Rezerwatach Biosfery (wrzesień 2025)
- Mongabay – Odbudowa Quiçamy: Operacja Noah’s Ark i wyzwania po wojnie
- The New Humanitarian – Zniszczenia przyrody Angoli podczas wojny domowej
- Space for Giants – Raport o bieżących wyzwaniach zarządczych i braku zasobów (2023)

