Strona głównaKultura i SpołeczeństwoKsiążkiMárai jedzie na Zachód, żeby sporządzić protokół z jego upadku

Márai jedzie na Zachód, żeby sporządzić protokół z jego upadku

-

W pierwotnych planach słynnego węgierskiego pisarza ta podróż miała wyglądać zupełnie inaczej. Autor zamierzał udać się do Gödu, na spokojną węgierską prowincję, oddaloną o zaledwie kilka dni drogi pociągiem od gwarnego Budapesztu. W związku z tym, kiedy niespodziewanie otrzymał oficjalne zaproszenie z Londynu, jego reakcja mogła zaskoczyć wielu. Zamiast cieszyć się z wyprawy życia, Sándor Márai przez pierwsze strony swojej nowej książki robi dosłownie wszystko, aby tego wyjazdu uniknąć.

Ucieczka przed podróżą, o której marzyli inni

Jego dzieło zatytułowane „Patrol na Zachodzie” rozpoczyna się od wyliczania całego szeregu różnorodnych trudności i przeszkód. Najpierw pojawia się silna trema – Márai przyznaje szczerze, że nigdy wcześniej nie podróżował jako czyjś oficjalny gość. Oprócz tego na liście problemów ląduje brak wystarczających funduszy, trudności ze znalezieniem opieki dla psa, a także niepokojące doniesienia z ówczesnych gazet, które regularnie straszyły nadchodzącym konfliktem zbrojnym. Co ciekawe, na dziesięć dni przed planowanym terminem wyjazdu pisarz zapada na ropne zapalenie migdałków, co w tamtym momencie wydawało się ostatecznie zamykać cały temat. Zamiast wielkich metropolii, takich jak Londyn czy Paryż, na horyzoncie znów pojawił się spokojny Göd.

Jednak za tymi wszystkimi wykrętami i obawami kryło się znacznie poważniejsze podłoże niż zwykły, codzienny lęk przed daleką drogą. Warto zauważyć, że Márai deklaruje wprost, iż nie ma już najmniejszej ochoty być typowym podróżnym, który bezrefleksyjnie wskakuje do pociągu z szalikiem na szyi i z całkowitą obojętnością przygląda się mijanym krajobrazom. Przeciwnie – pisarz chce przemieszczać się powoli i w ten sam sposób doświadczać codziennego życia. W świecie, który w 1935 roku przyspieszał w zastraszającym tempie z każdym kolejnym miesiącem, taka postawa miała charakter niemalże otwartego buntu.

Głębokie przywiązanie do kilku budapeszteńskich ulic

Przede wszystkim najbardziej osobiste i poruszające fragmenty tej publikacji nie dotyczą wcale zachodnich metropolii, lecz Budy – a konkretnie historycznej dzielnicy Krisztinaváros, w której Márai mieszkał na co dzień. Autor doskonale znał tamtejszego szewca, lokalnego sklepikarza, krawca oraz kilku zaprzyjaźnionych kolegów po piórze. Z okien swojego mieszkania systematycznie obserwował małe sąsiedzkie dramaty i słuchał plotek krążących w pobliskim zakładzie fryzjerskim. To silne przywiązanie do stałego miejsca na ziemi zaskoczyło w gruncie rzeczy samego twórcę. Pisarz, który przez całe swoje dotychczasowe życie uciekał od jednych ludzi do drugich i nieustannie zmieniał miejsca pracy, nagle z zaskoczeniem odkrył, że gdzieś wreszcie czuje się jak u siebie w domu.

Ten specyficzny wątek nadaje całej książce ogromny ciężar gatunkowy, którego na próżno szukać w zwykłych, komercyjnych relacjach z podróży. Ponadto Márai, wyruszając w drogę na zachód kontynentu, zabiera w swojej głowie fundamentalne pytanie: czy w ogólnej perspektywie warto zamieniać ten dobrze znany, choć ciasny i przewidywalny świat na mglistą obietnicę czegoś większego i nieznanego?

Chłodna analiza kondycji starego kontynentu

Zachód Europy, do którego zmierza autor, dla mieszkańców jego części kontynentu wciąż stanowił absolutny synonim nowoczesności, pełnej wolności obywatelskiej oraz wysokiej kultury. Pomimo tego Márai wybiera się w tę podróż z zupełnie innymi zamiarami niż przeciętny turysta czy zawodowy korespondent prasowy. „Chcę sporządzić protokół z oględzin Zachodu, bo ponoć Europa upada” – pisze wprost na kartach książki, wyznaczając tym samym ton dla całej dalszej opowieści. W związku z tym jego szczególną uwagę przyciągają dworce kolejowe, przejścia graniczne, hotele, miejskie ulice oraz drobne, codzienne obyczaje mieszkańców. Szuka w nich sygnałów świadczących o tym, czy świat, który bezgranicznie zachwycał go w czasach młodości, zachował swoją dawną energię, czy może podświadomie przeczuwa już własne, nieuchronne pęknięcie.

Warto dodać, że Márai nie podchodzi do tego zadania z młodzieńczym entuzjazmem ani z agresywnym gniewem krytyka. W swojej roli przypomina raczej doświadczonego lekarza, który podejrzewa u swojego pacjenta rozwój poważnej, ukrytej choroby i wyrusza w drogę wyłącznie po to, aby te przypuszczenia zweryfikować na miejscu.

Aktualna lektura, choć napisana w 1935 roku

Książka „Patrol na Zachodzie” trafi do oficjalnej sprzedaży w polskich księgarniach już 21 sierpnia 2026 roku nakładem Wydawnictwa Czytelnik. Choć mamy do czynienia z reportażem z podróży sprzed dokładnie dziewięćdziesięciu lat, to jednak całość czyta się jak niezwykle trafny, współczesny komentarz do pytań, które zadajemy sobie również dzisiaj. Dotyczą one przede wszystkim ogólnej kondycji moralnej Europy, granic cywilizacyjnego komfortu oraz oczywistej kruchości porządku społecznego, który przez długi czas wydawał się nam nienaruszalny i trwały.

Sándor Márai pozostaje w tej publikacji wierny swojemu unikalnemu stylowi – jest niezwykle uważnym obserwatorem rzeczywistości, eleganckim stylistą oraz człowiekiem głęboko przejętym losem świata, który wciąż jeszcze trwa. Na koniec warto podkreślić, że czytelnicy, którzy pokochali jego twórczość za takie dzieła jak „Żar”, „Śladami bogów”, „Porwanie Europy” czy „Dzieło Garrenów”, odnajdą w tej nowości ten sam, dobrze znany głos. Tym razem jednak został on w całości zwrócony w stronę realnych problemów kontynentu, a nie fikcyjnych losów literackich bohaterów.

Chcesz mieć wpływ na to, o czym piszemy? Jesteś ekspertem lub masz wiedzę na temat, który mógłby zainteresować naszych czytelników?
Podziel się nim: redakcja@forcenews.pl
reklama

POWIĄZANE TEMATY

INSPIRACJE PO GODZINACH

reklama

STREFA SPORTU I PASJI

reklama

KLUCZOWE KONGRESY I TARGI