Wojna światów i Wehikuł czasu czyli fundamenty science fiction w wydaniu WAB
Wydawnictwo WAB przygotowuje nowe wydanie dwóch fundamentalnych dzieł Herberta George’a Wellsa w serii Klasyka Literatury W.A.B. „Wojna światów” w tłumaczeniu Stefana Barszczewskiego i „Wehikuł czasu” w przekładzie Feliksa Wermińskiego to powieści, które zdefiniowały science fiction jako gatunek literacki. Wells nie wymyślił fantastyki naukowej, ale nadał jej kształt, który rozpoznajemy do dziś. Przed nim były romanse przygodowe z elementami futurystyki. Po nim powstał gatunek, który zadaje pytania o konsekwencje postępu, o naturę władzy, o przyszłość ludzkości. To różnica między rozrywką a literaturą, która zmusza do myślenia.
Inwazja Marsjan w Wojnie światów jako metafora kolonializmu
„Wojna światów” ukazała się w 1898 roku. Marsjanie wędrują cylindrami na Ziemię i zaczynają metodyczne wyniszczenie ludzkości. Nie ma tam romantyzmu kosmicznej eksploracji. Jest tylko brutalność inwazji i bezradność ofiar. Wells napisał tę książkę w czasach triumfującej Brytanii wiktoriańskiej, u szczytu potęgi imperium kolonialnego. Pokazał, jak ta potęga wygląda z perspektywy tych, którzy są po drugiej stronie – podbijanych, a nie podbijających. Marsjanie to metafora, która działa w dwie strony: ostrzeżenie przed obcą inwazją, ale też przypomnienie o tym, co samo imperium robiło innym. Powieść zdobyła popularność natychmiast. Przetrwała kolejne dekady i stała się materiałem na jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń w historii radia.
Słuchowisko Orsona Wellesa i mit paniki wokół Wojny światów
30 października 1938 roku, w przeddzień Halloween, młody Orson Welles i jego zespół Mercury Theatre on the Air wyemitowali radiową adaptację „Wojny światów” w CBS. Akcję przeniesiono z Anglii do New Jersey, a formę zmieniono na relację newsową z miejsca wydarzeń. Następnego dnia nagłówki gazet krzyczały o panice. „New York Times” pisał o tysiącach ludzi uciekających z domów, o zablokowanych liniach telefonicznych, o tłumach w kościołach. Welles stał się sławny z dnia na dzień. Miał wtedy dwadzieścia trzy lata.
Problem w tym, że większość z tej historii to prawdopodobnie mit. Badania przeprowadzone w kolejnych dekadach pokazują, że zasięg paniki był niewielki. Sondaż firmy C.E. Hooper z tej samej nocy wskazywał, że tylko dwa procent słuchaczy było nastawionych na program Wellesa. Większość słuchała konkurencyjnego show z komikiem Edgarem Bergenem. Historycy dzisiaj twierdzą, że gazety świadomie wyolbrzymiły skalę paniki. Radio stało się konkurentem dla prasy w dostarczaniu aktualnych wiadomości. Pokazanie, że radio jest nieodpowiedzialne i wprowadza ludzi w błąd, służyło interesom wydawców druków. Ale mit zadziałał. Welles podpisał kontrakt z Hollywood i trzy lata później wyreżyserował „Obywatela Kane’a” – film uznawany za jedno z największych osiągnięć w historii kina. „Wojna światów” zmieniła jego życie, niezależnie od tego, czy panika była prawdziwa, czy tylko dobrą opowieścią.
Wizja przyszłości w Wehikule czasu i podział społeczny na Elojów i Morloków
„Wehikuł czasu” ukazał się in 1895 roku, trzy lata wcześniej niż „Wojna światów”. To powieść o naukowcu, który konstruuje maszynę pozwalającą podróżować w czasie i przenosi się w odległą przyszłość. To, co znajduje, nie jest utopią. Ludzkość się nie rozwinęła – zanikła. Na Ziemi żyją dwa gatunki: Elojowie, piękni, delikatni, bezradni, żywiący się owocami, i Morlokowie, mieszkający pod ziemią, żerujący na Elojach nocą. Cywilizacja wypaliła się. Osiągnięcia, o które walczył XIX-wieczny świat, zniknęły.
Wells nie oskarża technologii. Jego bohater sam jest wynalazcą, zapalonym eksploratorem. Problem leży gdzie indziej – w nierówności społecznej, która przerodziła się w podział biologiczny. Klasy robotnicze zeszły pod ziemię, elity żyją na powierzchni w pozornym raju. Z biegiem wieków obie grupy zdegenerowały się do poziomu, w którym trudno rozpoznać to, co ludzkie. To była ostra krytyka społeczeństwa epoki wiktoriańskiej. Wells widział, dokąd prowadzi przepaść między bogatymi a biednymi. Napisał powieść, która do dziś stawia pytanie: co zrobimy z postępem, jeśli nie potrafimy go sprawiedliwie rozdzielić?
Dziedzictwo H.G. Wellsa i rola science fiction w literaturze współczesnej
Herbert George Wells urodził się w 1866 roku w niezbyt zamożnej rodzinie pod Londynem. Wcześnie przerwał naukę, by zarabiać na życie – najpierw w sklepie tekstylnym, potem jako nauczyciel. Dopiero stypendium pozwoliło mu studiować biologię. To doświadczenie – świadomość, jak wygląda świat z perspektywy tych, którzy nie mają dostępu do zasobów – ukształtowało jego sposób myślenia. Wells był reformatorem społecznym, racjonalistą, liberałem. Interesował się nie tylko naukami ścisłymi, ale też tym, jak nauka zmienia społeczeństwo. Jego powieści fantastyczne to nigdy nie były tylko rozrywka. To były eksperymenty myślowe o konsekwencjach technologii, o władzy, o tym, co ludzie robią, gdy stają wobec zagrożenia.
„Wojna światów” i „Wehikuł czasu” należą do kanonu nie dlatego, że wymyśliły nowe konwencje – wymyśliły nowy sposób zadawania pytań. Nie: „co by było, gdyby?”, ale: „co to mówi o nas dzisiaj?”. Stanisław Lem pisał, że „Wojna światów” to jedno z nielicznych dzieł fantastycznych, które weszło do skarbca literatury światowej, wykraczając poza fantastyczność założeń. To prawda, która dotyczy też „Wehikułu czasu”. Te książki nie starzeją się, bo nie mówią o przyszłości. Mówią o teraźniejszości, którą ukrywamy przed sobą.
Klasyka Literatury WAB jako narzędzie do analizy współczesnego świata
Wydawnictwo WAB w serii Klasyka Literatury W.A.B. publikuje dzieła, które warto czytać nie tylko po to, by poznać fabułę, ale żeby zrozumieć, dlaczego pewne historie przetrwały sto lat i nadal mają coś do powiedzenia. „Wojna światów” i „Wehikuł czasu” to pozycje dla tych, którzy traktują literaturę poważnie – jako narzędzie do myślenia o świecie, nie tylko ucieczkę od niego. Wells stworzył wizje przyszłości, które są komentarzem do jego teraźniejszości. Sto dwadziezia lat później te wizje wciąż rezonują. Bo pytania, które stawiał – o sprawiedliwość, o konsekwencje postępu, o to, jak ludzie zachowują się wobec zagrożenia – nie znalazły odpowiedzi.
Największym błędem cywilizacji nie jest brak technologicznego postępu, lecz przekonanie, że sam wynalazek rozwiąże problemy, które od wieków nosimy wewnątrz siebie.

