Październik w Sudetach Wschodnich to czas wielkich kontrastów, gdzie złota jesień w dolinach często spotyka się z pierwszym oddechem zimy na szczytach. Potrójna Korona Śnieżnicka zamyka roczny cykl rajdów. Oferuje on uczestnikom wyprawę w jedne z najbardziej dzikich i odizolowanych zakątków Polski. To tutaj, w dolinach Gór Bialskich i Złotych, zasięg telefonów znika, a jedynym punktem odniesienia staje się rytm własnego marszu i surowy krajobraz Masywu Śnieżnika.
Finałowe wyzwanie w sudeckiej głuszy
Ostatnia edycja w roku to dla wielu osób moment ostatecznej weryfikacji formy wypracowanej przez cały sezon. Trasa długa liczy siedemdziesiąt pięć kilometrów, na których skumulowano trzy tysiące metrów przewyższenia. Start w piątkową noc oznacza wiele godzin wędrówki w całkowitej ciemności. W gęstych lasach ziemi kłodzkiej nabiera on szczególnego charakteru. Z kolei trasa krótka to czterdzieści pięć kilometrów marszu z przewyższeniem tysiąca sześciuset metrów. To świetna okazja do pożegnania się z górskim sezonem w wymagającym stylu.
Trzy szczyty na zakończenie roku
Zgodnie z ideą projektu, wędrowcy muszą zameldować się na trzech charakterystycznych wierzchołkach: Śnieżniku, Rudawcu oraz Kowadle. Każdy z tych punktów pozwala spojrzeć na dzikie przestrzenie pogranicza polsko-czeskiego z innej perspektywy. Baza wydarzenia zlokalizowana nad Zalewem w Starej Morawie staje się miejscem finiszu, gdzie emocje po przejściu całego cyklu znajdują swoje ujście. To rajd, który uczy pokory wobec jesiennej aury i wynagradza trud ciszą, jakiej próżno szukać na bardziej popularnych szlakach.







